Menu główne:
Ciekawe...
CYSTYNURIA - występowanie zwiększonej ilości cystyny w moczu. Spowodowana jest wrodzonym, dziedziczonym w sposób autosomalnyrecesywny, defektem układu transportowego w cewkach nerkowych i przewodzie pokarmowym, co umożliwia przechodzenie z krwi do moczu niektórych aminokwasów (oprócz cystyny również lizyny, ornityny i argininy). Cystyna wytrąca się w moczu, tworząc kryształy i kamienie nerkowe. Leczenie polega na alkalizacji moczu za pomocą diety i leków, a także operacyjnym usuwaniu kamieni z miedniczki nerkowej. (Wikipedia)
U psów chorych na cystynurię organem najbardziej narażonym na uszkodzenie są nerki, gdzie tworzą się niebezpieczne kamienie cystynowe. Dodatkowo u samców powikłania występują na skutek gromadzenia się tychże kamieni w pęcherzu moczowym - wydalanie ich bardzo często powoduje stany zapalne, zaparcia i ból przy oddawaniu moczu często z domieszką krwi. Nieleczona cystynuria prowadzi w krótkim czasie (u nowofundlandów nawet już w 6 miesiącu życia) do zejścia zwierzęcia ze zdiagnozowanym poważnym uszkodzeniem nerek bądź pęcherza moczowego. Ponadto w rasie tej jest mało skuteczna - ze względu na szybkie nawroty - chirurgiczna interwencja mająca na celu usunięcie złogów kamieni cystynowych. Z kolei leczenie farmakologiczne z uwagi na duże gabaryty nowofundlandów prawie zawsze prowadzi do niepożądanych efektów ubocznych. Jak więc walczyć z tą chorobą? Nie ma przed nią ucieczki? Nie ma ratunku?
Nie jest tak źle. Widząc marne efekty leczenia i rosnącą liczbę przypadków zachorowań, naukowcy opracowali fragment mapy genowej, pozwalający ustalić obecność (lub brak) genów odpowiedzialnych za cystynurię u danego nowofundlanda. Prosty sposób dziedziczenia powinien umożliwić w szybkim tempie eliminację nosicieli tej choroby. W czym więc tkwi problem? Czy tak jak w innych przypadkach - jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze?
Z problemem cystynurii Baltic Storm zetknął się w kontaktach z holenderskimi hodowcami na początku bieżącego dziesięciolecia. Gdy wspomnieliśmy, iż nasz pierwszy nowofundland zszedł w młodym wieku z powodu choroby nerek, zaraz padły sformułowania trudne do rozszyfrowania nie tylko z powodu bariery językowej. Przekazana literatura przedmiotu w językach niemieckim i angielskim, a nade wszystko kontakty z hodowcami - zwłaszcza importującymi psy ze Stanów Zjednoczonych, krajem - prekursorem w badaniach nad tą chorobą - szybko pozwoliły zrozumieć problem cystynurii i dostrzec niebezpieczeństwo dla polskiej populacji, gdzie docierały już importy z linii nosicieli, a gdzie o chorobie nic nie było wiadomo. Próbowaliśmy zainteresować problemem władze powstałego wówczas klubu nowofundlanda w Polsce. Dzięki osobistym kontaktom z przedstawicielami laboratorium genetycznego w Niemczech (gdzie po raz pierwszy w Polsce zbadany został nasz reproduktor, Jehaj Pusini) udało nam się wynegocjować badania 100 polskich nowofundlandów po cenie materiałów laboratoryjnych, akcja miała być promocją dla laboratorium. Warunek - partnerem z polskiej strony miał być klub rasy.
Niestety, polskie piekiełko znów dało znać o sobie. Klub kontrolowany przez kilku hodowców z Wielkopolski wobec braku aktywności umarł kilka miesięcy wcześniej. Powołanie nowego napotkało zdecydowane trudności - a jakże, ze strony tegoż samego lobby. Na zasadzie - nie my promujemy, więc jesteśmy przeciw. Parafrazując jeden z artykułów ("Nie czytajcie tej książki") - nie róbcie tych badań! Niepotrzebne! Mamy tak długą historię hodowli, tyle miotów - i żaden nie zszedł na nerki! No cóż - można i tak...
Minęło kilka lat i wobec napływu informacji nie można już było problemu zamiatać pod dywan. Co się więc dzieje? Ano, jeśli nie można być w tyle, trzeba wyjść na czoło! I tak na jednym z portali hodowli nowofundlandów pojawia się dumnie widniejące do dziś (marzec 2008) kłamstwo: jesteśmy pierwsi, którzy w Polsce zbadali cystynurię! Nasze psy są od niej wolne! Róbcie to też, to ważne! Czy więc już jesteśmy "normalni"? Skoro tak czy owak "autorytety" hodowlane i producenckie w naszej rasie promują walkę z cystynurią, mamy chyba problem z głowy? Nic bardziej mylnego...
Choć wiemy z grubsza, jakie linie niosą cystynurię, choć za cenę jednej zagranicznej wystawy można już w polskich laboratoriach uzyskać wyniki - badania robi się wybiórczo, popularyzując wyłącznie korzystne dla hodowców wyniki. Kryje się nadal polskie nieprzebadane suki psami z zagrożonych linii, choć priorytetem winno być posiadanie badań przez reproduktorów! Tam natomiast, gdzie ewidentnie mamy szansę na szczenięta - nosicieli (matka wolna od cystynurii, ojciec - nosiciel) - pisze się na przykład o tytułach ojca - o cystynurii ani słowa... Syndrom strusia?
Tak, jak w przypadku dysplazji - nie bądźcie tymi, którzy budzą się z ręką w pewnym naczyniu! Czytajcie, pytajcie, bądźcie krytyczni w osądach nawet najbardziej uznanych "autorytetów" - to jedyne wyjście. Nie liczcie na to, iż kupując szczenię zawsze uzyskacie szczere i obiektywne informacje - bo przecież "u mnie tylko dobre, te złe - u konkurencji..."