| Hel |






![]() | Today | 12 |
![]() | Yesterday | 65 |
![]() | This week | 207 |
![]() | Last week | 435 |
![]() | This month | 457 |
![]() | Last month | 2314 |
![]() | All days | 16979 |
O rasach
Nowofundlandy
Zdrowie
Nowofundlandy i landseery - jak większość molosów - narażone są na dziedziczną chorobę dysplazję stawów biodrowych; każde szczenię winno mieć udokumentowany wynik badania rodziców stwierdzający, jaki poziom dysplazji stwierdzono w trakcie badań.
Większość szanujących się hodowców wykonuje dodatkowo badania celem ustalenia: - dysplazji stawów łokciowych; - cystynurii (u nowofundlandów); - chorób serca.
Przyzwoitość i ranga zagadnienia nakazywałaby zacząć konstrukcję jakiejkolwiek witryny poświęconej domowym zwierzakom od takiej, jak ta, strony. Biję się w piersi - nie zrobiłem tego. Chociaż moja przygoda z nowofundlandami rozpoczęła się prawie w tym samym czasie, co "przygoda" z weterynarią (pierwszy nowofundland odszedł jako młody pies w wyniku choroby nerek, prawdopodobnie dziedzicznej), choć życie podarowało mi znajomości i przyjaźnie z wieloma ludźmi, którzy o chorobach nowofundlandów wiedzą tyle, co niejeden profesor weterynarii - a nawet więcej, bo nie tylko z teorii, lecz i z praktyki - i którzy przekazali mi i nadal przekazują sporą część tej wiedzy, choć niemal w każdym tygodniu napotykam na zdrowotne problemy z niufami ludzi piszących czy telefonujących do mnie - było, i jest to, trudne przedsięwzięcie.
Nowofundland generalnie jest psem dla ludzi dobrze sytuowanych. Nie piszę wprost - bogatych - bo słowo to różnie można rozumieć, a mam tu na myśli nie tylko polską rzeczywistość. Z jednej strony to dobrze - są środki na wizyty u lekarzy, na fundacje zdrowotne, na dobrą karmę, na nieobowiązkowe badania itp. - dzięki temu między innymi baza danych o tej rasie jest stosunkowo obszerna i w miarę obiektywna. Z drugiej strony - i tu mam na względzie, niestety, przede wszystkim polskie realia - nowofundland jest potencjalnym źródłem dobrego zarobku, jeśli tylko "dobrze" skalkuluje się koszty szczeniąt i stworzy dobry "marketing". Stąd zaś tylko krok do poszukiwania zysku za wszelką cenę, do pomijania tych aspektów, które dadzą się pominąć do momentu, gdy na stole leży gotówka, a szczęśliwy nowy nabywca szczeniaczka zostaje sam na sam ze swoimi problemami z odchowem. Tylko teoretycznie bowiem w wielu przypadkach mamy do czynienia z trwającą więzią między hodowcą a nabywcą - z reguły więź ta kończy się w przypadku, gdy nabywca staje się mądrzejszy i zaczyna zadawać kłopotliwe pytania, np. czy ciężka dysplazja mojego psa to wynik tylko moich (jak twierdzi hodowca) błędów, czy też może ma tu wpływ rodowód, gdzie krzyżują się linie psów przekazujących te schorzenie potomstwu? Oczywiście dochodzi wtedy jeszcze jeden aspekt - samokrytyka w odniesieniu do siebie i - paradoksalnie - do swojego pupila. Do siebie, gdyż przychodzi do konstatacji pomyłki - kupiłem szczeniaka nie tam, gdzie powinienem, do psa - gdyż kupiłem nie takiego, jak powinienem. A przecież Pan Hodowca czy Pani Hodowczyni są tacy uznani, a przecież mój piesek jest najpiękniejszy (a jak "pozamiatam pod dywan" wszystkie problemy, to może nawet będzie krył czy też miał dzieci) - więc może lepiej dać spokój? A nawet więcej - może wspólnie stwórzmy Zjednoczony Front Przeciwko Naruszającym Święty Autorytet Hodowli z której pochodzi mój pies?
Spiskowa teoria? Niestety, ze swoich doświadczeń muszę zaprzeczyć. Wielu posiadaczy nowofundlanda chętnie dyskutuje na temat innych psów, wymieniane są także mniej lub bardziej prawdziwe informacje na temat ich zdrowia, problemów ze stawami, z sercem itp. Rozmowa kończy się w momencie, gdy "na tapetę" brane są ich psy czy też choćby hodowla, z której pochodzą (o ile nie dotyczy to psów ewidentnie z innych linii). Często też taka zakończona w tym momencie rozmowa przeradza się w niechęć wobec rozmówcy - śmiał krytykować "moją" hodowlę! Za krytykę bierze się wszystko, nawet sprawy powszechnie znane! Jeśli bowiem w 1998 roku mamy dane dotyczące wyników badań na dysplazję sporej ilości szczeniąt po danym reproduktorze i wiadomo, iż przekazuje on (nota bene sam obciążony) te schorzenie w "ponadprzeciętny" sposób, to co powiedzieć o reklamowaniu urodzonego pięć lat później reproduktora zinbredowanego(!) na tegoż psa?
Takich przypadków niestety jest więcej, o wiele więcej... Zmierzając do końca rozważań - choć wiem, że przybędzie mi wrogów, a co najmniej ludzi mi niechętnych, choć najdrobniejsza i niezamierzona pomyłka w publikowanych danych podważy moją wiarygodność we wszystkich sprawach, choć wielu odradzało mi zajmowanie się publiczne taką tematyką - postanowiłem jednak spróbować. Nie od razu, powoli, ale jednak. Jeśli przedstawione informacje pomogą choćby jednemu posiadaczowi niufka, a przede wszystkim jego psu - osiągnąłem swój cel.
| Czy wiesz, że |
pierwszym polskim landseerem z tytułem interchampiona był importowany z litewskiej hodowli "Vienaragis" Hitchcock nuo Ozo kalvu? Był on też zdobywcą najwyższego jak dotychczas trofeum na polskich wystawach - tytułu Zwycięzcy Grupy na Międzynarodowej Wystawie Psów Rasowych w Warszawie. |
Designed by Cico.